Parkingi zamiast piaskownicy, wieżowce zamiast skwerów - pisze Anna Rembowicz - Dziekciowska

Wymagania urbanistów dotyczące zachowania skwerów i powierzchni rekreacyjnych na terenach mieszkaniowych, traktowane są przez inwestorów jak kosztowna fanaberia. Zieleń zabiera powierzchnię działki, a zysku z tego nie ma żadnego. A park? Nie stać ich na park. Ja się na to nie zgadzam

pisze Anna Rembowicz-Dziekciowska*



Podwórko - terytorium dzieci

Dawno, dawno temu, kiedy nie było jeszcze tabletów,  Internetu i telefonów komórkowych, będąc kilkuletnim brzdącem, czas swój spędzałam na podwórku. Ustawione tu huśtawki, drabinka i metalowa konstrukcja w kształcie rakiety, przyciągały jak magnes wszystkie zamieszkujące dwa bloki dzieciaki. Jakież więc było moje rozczarowanie, gdy pewnego dnia wybiegając z klatki schodowej na nasze "terytorium", zamiast huśtawek, drabinki i rakiety, ujrzałam robotników budujących tu garaże. Nie było już huśtawek, wokół których toczyło się nasze dziecięce życie. Naszej podwórkowej zgrai do zabawy pozostał jedynie smętnie stojący przy śmietniku  trzepak...

Od tego czasu upłynęło sporo lat.
Czas płynie jakby szybciej, życie wymusza ciągły pośpiech. Trudno w tym pędzie obyć się bez powszechnie dziś dostępnego samochodu, coraz więcej więc ich dookoła. Dokąd to doprowadzi?
Czy naprawdę chcemy, aby osiedlowe podwórka i skwery zamieniały się w parkingi? Może czas pomyśleć o osiedlowych wielopoziomowych garażach?

Parkingi zamiast piaskownicy, wieżowce zamiast skwerów

Dzieci i drzewa głosu nie mają, a skwer, park czy osiedlowe podwórko same przed samochodową ekspansją się nie obronią. W nowych realizacjach zieleń nierzadko traktowana jest po macoszemu. Głos urbanistów wyśmiewany jest przez inwestorów, którzy każdy metr ziemi przeliczają na metry kwadratowe powierzchni użytkowej mieszkań. Im więcej mieszkań zmieści się na działce, tym większy zysk. Po co więc jakaś zieleń, po co plac zabaw? Po co drzewa? Przecież wystarczy "ekologiczna" kratka pod miejscami parkingowymi, a wyrastające tu kępki trawy to przecież zieleń.

Wymagania urbanistów dotyczące zachowania powierzchni rekreacyjnych na terenach mieszkaniowych, traktowane są jak kosztowna fanaberia: zieleń zabiera  tylko powierzchnię działki, a zysku z tego nie ma żadnego.... A park? Nie stać ich na park. Przecież to cenny, prywatny teren, położony w centrum miasta, nad rzeką,  kosztuje drogo, zwłaszcza jeśli można go zabudować wysoką intensywną zabudową. Tylko jeśli zabudujemy nabrzeża Brdy, to czy zwykły Bydgoszczanin będzie miał dostęp do rzeki? Czy prywatne inwestycje nie zawłaszczą przestrzeni która powinna być przestrzenią wspólną, ogólnodostępną, podobnie jak Wyspa Młyńska?

Blisko rzeki? Byle nie za blisko

Jestem przeciw. Są przestrzenie w Bydgoszczy, predestynowane do tego by tworzyć ogólnodostępne tereny rekreacyjne: to obszary na południowym brzegu Kanału Bydgoskiego i Brdy, zwłaszcza na odcinku od ul. Bernardyńskiej do ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego (Babia Wieś). Dlaczego na południowym? Pomimo że swoim pozornie atrakcyjnym położeniem kuszą developerów, to nie jest dobry teren dla inwestycji mieszkaniowych, zwłaszcza tych wysokich. Grunty tu grząskie, więc fundamentowanie trudne i kosztowne, co przełoży się na koszt mieszkań. Teren bezpośrednio przylegający do rzeki zagrożony powodzią. Wody gruntowe wysoko, a trzeba też mieć na względzie podziemne cieki spływające ze skarpy południowej do Brdy: lepiej nie zagradzać im drogi spływu. Im bliżej rzeki usytuowany będzie budynek, tym mniej widoczna będzie rzeka, aż do paradoksu, że aby ją zobaczyć trzeba się będzie wychylić przez okno spoglądając pionowo w dół...  I wreszcie to co najistotniejsze: to co ma być walorem, czyli widok na rzekę, jest na stronę północną. Nie można więc zrobić pokoju dziennego z tarasem z którego roztacza się piękny widok na rzekę, bo do tak zorientowanego na północ pokoju przez pół roku nie zaświeci słońce...

Ale w dialogu z inwestorami jesteśmy na straconej pozycji, zwłaszcza że wiele inwestycji realizowanych jest nie na podstawie planu miejscowego, ale w oparciu o decyzję o warunkach zabudowy. Dopuszczam też myśl, że może nie mam racji. Może niech wszystko zweryfikuje tzw. "rynek", skoro inwestorzy chcą, to niech budują, to przecież ich ryzyko....

Życzę dobrze bydgoskim developerom, i zależy mi, aby każda ich inwestycja była sukcesem, a mieszkania dobrze się sprzedawały. Dlatego namawiam: jeśli inwestować nad rzeką, to w pewnym od niej oddaleniu  i na północnym  brzegu. Wtedy ze zorientowanego na południe (więc nasłonecznionego)  tarasu roztaczać się będzie piękny widok na rzekę. Jeśli wysoko, to najlepiej na wschód od ul. Kardynała Stefana Wyszyńskiego. I proszę nie bagatelizować potrzeb potencjalnych mieszkańców, którzy coraz większą wagę przywiązują do terenów zielonych. Dostęp do nich też wpływa na atrakcyjność mieszkania. Przekonanie że tereny rekreacyjne są za płotem na terenie sąsiada (nawet jeśli tym sąsiadem jest Gmina) jest  złudne, bo sąsiad też może swoją działkę sprzedać lub zabudować.

Głos mieszkańców jest ważny

A jakie jest zdanie Bydgoszczan?
Jak dotychczas, w sprawie ogólnodostępnych terenów zieleni, również tych położonych nad rzeką Bydgoszczanie milczą... Właśnie. Dlaczego milczą? Czy nie wierzą w skuteczność swojego głosu i dlatego nie  bronią swoich skwerów, parków, podwórek? A może nie wiedzą że właśnie podejmowane są jakieś decyzje.  Zatem informuję. Właśnie sporządzamy nową edycję "Studium...". Ważna część tego  dokumentu, ma być poświęcona terenom zieleni i rekreacji w Bydgoszczy.
Pierwsze spotkanie poświęcone zagospodarowaniu terenów nadrzecznych, planowane jest na 30 marca (czwartek) o godz. 1700   w Siedzibie Wyższej Szkoły Bankowej w Bydgoszczy (ul. Fordońska 74) w auli na pierwszym piętrze. Zapraszam do  zgłaszania chęci uczestnictwa w tym spotkaniu pod nr telefonu: 52 58 58 105 lub na adres mailowy mpu@mpu.bydgoszcz.pl (z hasłem  "DEBATA").

O kolejnych szczegółach i trybie pytania Bydgoszczan o zdanie będziemy sukcesywnie informować. Zamierzamy konsultować z mieszkańcami różne tematy, szczególną wagę przywiązując do problemów dotyczących kształtowania systemów terenów rekreacyjnych, w tym parków osiedlowych. Bardzo nam zależy, abyście Państwo mieli możliwość przedstawić nam swoje przemyślenia, pomysły i oczekiwania.
Zapraszam do udziału w dyskusji.

*

Parkingi zamiast piaskownicy, wieżowce zamiast skwerów - pisze Anna Rembowicz - Dziekciowska Parkingi zamiast piaskownicy, wieżowce zamiast skwerów  - pisze Anna Rembowicz - Dziekciowska Reviewed by KochamBydgoszcz on 17 marca Rating: 5
Obsługiwane przez usługę Blogger.