Wielkie rzeczy w wielkich Młynach - pisze prof. Dariusz Markowski

Wierzę, że ten wyjątkowy pomnik przemysłowej historii miasta z czerwonym szachulcem ocierającym się o Brdę będzie niebawem estetycznym i wszechstronnie funkcjonalnym dopełnieniem historycznego centrum miasta, takim bydgoskim multipartem. Trzeba jednak pamiętać, że wielka przestrzeń młynów Rothera zasługuje na wielkie rzeczy.

pisze prof. Dariusz Markowski*



Obiekt o nie małej kubaturze zwany młynami Rothera z całą pewnością należy do ważnych budowli umiejscowionych na Wyspie Młyńskiej, właściwie stanowi on jej dominantę i swoistą ikonę dawnej przemysłowo-magazynowej architektury miasta. 

Młyny Rothera to trzy bryły - budynek główny oraz skrzydła zachodnie i wschodnie. Budynek główny o konstrukcji murowanej jest gmachem czterokondygnacyjnym, podpiwniczonym, nakrytym dachem dwuspadowym. Skrzydła wschodnie i zachodnie są budynkami pięciokondygnacyjnymi wykonanymi w konstrukcji szachulcowej.

Historia młynów na Wyspie Młyńskiej sięga I połowy XIX wieku, kiedy to dzięki tranzytowej roli Kanału Bydgoskiego oraz otwarciu handlu z zachodem, Bydgoszcz stała się ważnym ośrodkiem handlu zbożem i drewnem. Początki młynów sięgają roku 1825 i związane były z działalnością powstałego konsorcjum, w skład którego wchodzili m.in. znani kupcy i właściciele rafinerii cukru, bracia Schickler z Berlina. W 1842 r. z chwilą przejęcia młynów przez państwo pruskie, kompleks został znacznie rozbudowany i przemianowany na Młyny Królewskie. Największą inwestycją była wówczas budowa obiektu, dzisiaj zwanego młynami Rothera (1849-1850), która była możliwa dzięki wcześniejszej przebudowie Wyspy Młyńskiej, w tym przekopaniu tzw. Kanału Zbożowego. Warto dodać, że Młyny Rothera były największym tego typu obiektem w Bydgoszczy.                                                                                                                   

W roku 1919 młyny przejęła gmina Bydgoszcz, a w 1921 roku skarb państwa polskiego. Od 1928 roku częścią obiektów na Wyspie Młyńskiej zarządzały Państwowe Zakłady Przemysłowo-Zbożowe.
Po II wojnie światowej obiekty młyńskie należały do Państwowego Przedsiębiorstwa Zbożowo-Młynarskiego. Kres działalności młynów Rothera nastąpił w latach 90. XX w., kiedy to zostały one wystawione na sprzedaż.   

Obiekt został zakupiony przez prywatną spółkę, która planowała stworzyć w nim luksusowy hotel z centrum konferencyjnym, restauracją, centrum rekreacyjnym, a także powierzchniami biurowymi. Niestety, prace adaptacyjne zostały po kilku miesiącach przerwane na skutek problemów finansowych spółki. Obiekt prowizorycznie zabezpieczony trafił w ręce spółki Budopol, a następnie nowym właścicielem została firma Nordic Development. Nowy właściciel nie zmienił w dużej mierze wcześniejszych planów i zakładał stworzenie w młynach hotelu oraz centrum rozrywkowo-handlowo-kulturalnego. Mimo obietnic, coraz gorzej wyglądający obiekt, popadał w ruinę, co skłoniło władze miasta do podjęcia decyzji o jego nabyciu na własność. Nastąpiło to w grudniu 2013 roku. Obecnie prowadzone są prace zabezpieczające oraz konieczne naprawy.



Od chwili zakupu przez miasto młynów Rothera rozgorzała dyskusja, czy miało to sens oraz jaka powinna być ich współczesna funkcja. Co do celowości zakupu - nie mam najmniejszych wątpliwości, że był to jedyny sposób na ich uratowanie i zagospodarowanie. I jedyna szansa na to, żeby ożywić dotychczas martwy element tętniącej wyspy. Natomiast co do samej funkcji, sprawa wymaga szerszej dyskusji.     

W listopadzie minionego roku przyjęto koncepcję wykorzystania budynku na obiekt ekspozycyjny, w którym mieścić się mają muzeum mózgu, centrum innowacyjnej edukacji poświęcone wodzie i ekspozycja dotycząca technologii związanych z rozwojem miasta. Wcześniej mówiło się o wykorzystaniu przestrzeni jako sal wystawowych oraz zaplecza dla borykającego się z niedostateczną przestrzenią bydgoskiego Muzeum Okręgowego. Nie moją rolą jest oceniać, co być w nich powinno, ale pokuszę się o ocenę, czego z całą pewnością w nich być nie powinno.

Na wstępie mojej polemiki pragnę zwrócić uwagę na wielkość powierzchni młynów, niełatwą do zagospodarowania. Ogromna kubatura z całą pewnością może posłużyć wielu działaniom i tak należy ją traktować. Myśląc o zagospodarowaniu przestrzeni powinno się myśleć o jej wielofunkcyjności i oczywiście należy przyjąć, że idea wyjątkowych muzeów może być ciekawa.

Czego jednak, planując zagospodarowanie młynów, powinniśmy się wystrzegać? Z całą pewnością kopiowania i naśladowania istniejących wzorców interaktywnych muzeów. Interaktywne muzea jak grzyby po deszczu, powstały wraz z wysypem unijnych środków, w wielu polskich miastach, jak chociażby warszawskie Centrum Nauki Kopernik, czy wrocławskie muzeum wody Hydropolis. O ile jeszcze kilka lat temu tego typu przestrzenie i znajdujące się w nich "nowinki techniki" wywoływały entuzjazm zarówno u młodych jak i starszych odbiorców zjawisk fizycznych, o tyle dziś widzi się wyraźny regres w odbiorze tych wirtualnych innowacji. Muzea tworzone w oparciu o nowinki technologiczne nie przetrwają próby czasu.



Czy dziś w zatrważającym pędzie rozwoju nowych technologii można rywalizować z technologicznym postępem? Każda technologiczna nowość dziś, po krótkim czasie staje się przeżytkiem. Tak więc muzealna przygoda intelektualna oparta na najnowszych zdobyczach techniki i technologii przy obecnym postępie ich rozwoju szybko przestanie być atrakcyjna.

Obserwując obecne tendencje budowania wirtualnych przestrzeni i powszechność ich odbioru przez młode pokolenia, dla których komputer czy telefon komórkowy jest światem zewnętrznym jak i wewnętrznym, zatracającym przestrzeń zarówno sacrum i profanum, stawianie na wirtualność może okazać się mało atrakcyjne. Oczywiście wszystko zależy od tego jaka zostanie przyjęta koncepcja i ile w przestrzeni znajdzie się rzeczywistych gadżetów, a ile komputerowej zmyłki. Piszę o tym z pełną odpowiedzialnością, gdyż zwiedzając poprzedniego lata wrocławskie muzeum wody - Hydropolis widziałem, co jest jego (moim zdaniem jedyną) atrakcją! Był to model batyskafu, do którego można było wejść i poczuć się jak w statku kapitana Nemo, który za chwilę wprowadzi nas w otchłań głębin oceanów.    

Wydaje się więc, że dziś w nadmiarze komputerowej wirtualności atrakcją stają się rzeczywiste przedmioty i ich przeznaczenie, często niewyobrażalne dla młodego odbiorcy istniejącego w komputerowej rzeczywistości. Chciałoby się sparafrazować słowa byłej Pani Minister - Cóż takie mamy czasy! Stąd zapewne popularność rzeczywistych muzeów, jak chociażby warszawskiego Muzeum Powstania, powstających escape roomów, muzeów naturalnych, czy wielkich muzeów (Luwr), gdyż są w nich autentyczne przedmioty, jedyne w swoim rodzaju. Sądzę, że wielką atrakcją byłyby doświadczalne zajęcia z chemii prowadzone w bydgoskim DAG Fabrik Bromberg, podobnie jak przyciągające rzesze turystów festyny w Biskupinie.     

Sukcesem młynów Rothera będzie też ich wielofunkcyjność, gdzie obok przestrzeni muzealnych, powinny znaleźć się przyziemne przybytki takie jak restauracje, winiarnia, pijalnia czekolady, miejsca spotkać i odpoczynku. W myśl roli jaką przypisano Wyspie Młyńskiej marzy się centrum wypoczynku z palmiarnią, pijalnią wody mineralnej, lokalnymi bydgoskimi markami i oczywiście przestrzeniami nauki i sztuki z odpowiednio stworzonymi ekspozycjami, które nie będą powielały tego co już mamy i co pomału przestaje być atrakcją.
Tworząc koncepcję adaptacji młynów Rothera nie powinno się zapomnieć o przestrzeniach muzyki, która jest wartością ponadczasową, zakorzenioną także w lokalnej tradycji. Muzeum żywej muzyki nie byłoby przecież czymś obcym obok przestrzeni poświęconych mózgowi i wodzie. Muzyka i sztuka to przecież wytwory ludzkiego umysłu, obdarzonego szczególną wrażliwością.

Wierzę, że ten wyjątkowy pomnik przemysłowej historii miasta z czerwonym szachulcem ocierającym się o Brdę, w swoim majestacie, będzie niebawem estetycznym i wszechstronnie funkcjonalnym dopełnieniem historycznego centrum miasta, takim bydgoskim multipartem. Trzeba jednak pamiętać, że wielka przestrzeń młynów Rothera zasługuje na wielkie rzeczy.

*

Wielkie rzeczy w wielkich Młynach - pisze prof. Dariusz Markowski Wielkie rzeczy w wielkich Młynach - pisze prof. Dariusz Markowski Reviewed by KochamBydgoszcz on 10 kwietnia Rating: 5
Obsługiwane przez usługę Blogger.